Albert Wielki(zm. 15 listopada 1280)
Albert z Kolonii, Albert z Lauingen, Albert von Bollstädt, łac. Albertus Magnus
Wikipedia:
Święty Kościoła katolickiego, doktor Kościoła (znany jako doctor universalis lub doctor expertus). https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Albert_Wielki
Wikipedia:
"Właśnie w okresie nauczania w Kolonii i w Paryżu znalazł się wśród jego słuchaczy
Tomasz z Akwinu, wtedy jeszcze cichy, zamyślony młodzieniec – którego geniusz św. Albert rozpoznał i któremu przepowiedział wielką przyszłość.
Uczeń towarzyszył nauczycielowi w Paryżu, a w 1248 powrócił razem z nim do Kolonii, gdzie
wspólnie zakładali studium generale, późniejszy Uniwersytet Koloński: Albert objął funkcję regenta, a Tomasz drugiego profesora i magistri studentium. Wspólnie pracowali do 1252 roku."
===
Fragmenty:
"Obrońca ludzkiego życia
Na rozkaz Stolicy Apostolskiej sługa Boży Albert, odziany tarczą wiary, poszedł łagodzić nieokrzesanych pogan. W towarzystwie braci i księży, wśród wielu niebezpieczeństw,
doszedł od granic Saksonii aż do Polski. W okolicach tych żyli wówczas ludzie, uprawiający jeszcze barbarzyńskie zwyczaje dawnych Słowian, to znaczy Wenedów i Prusów. Mieli oni zwyczaj zabijania niemowląt, które urodziły się kalekie. Ponadto nie dopuszczali dzieci, jeśli rodzice nie mogli ich wyżywić. Określali liczbę dzieci i żadnego niemowlęcia, które ją przekraczało, nie zachowywali przy życiu, ale natychmiast je zabijali. Tak samo zabijali starców i ludzi niezdolnych do pracy. Żeby zaś było jeszcze bardziej niegodziwie, synowie, którzy w ten sposób krzywdzili swoich rodziców, sądzili, że oddają im przysługę, jako że przez zadanie śmierci uwalniają ich od cierpień.
Sługa Boży Albert obchodził wioski tego kraju i dokładnie rzecz wyjaśniał, tak że nawet owi synowie pokazywali mu mogiły rodziców, których w ten sposób zabijali. On płakał nad tak wielką ludzką bezbożnością i z całą mocą ją potępiał."
"Sam był tak ubogi i pokorny, że klasztory swojego zakonu rozproszone po całych Niemczech wizytował pieszo i bez pieniędzy, o żebranym chlebie:"
"Biskup w chłopskich butach
Gardził wszelkimi ziemskimi godnościami, a dla mitry i pastorału miał tyle samo szacunku, co dla torby i kija. Kochał tylko Chrystusa i Jego sprawiedliwość, toteż wszyscy, którzy go znali wówczas, kiedy został porwany na biskupstwo, wątpili, żeby tego świętego męża, pełnego pokory i wyzutego z siebie, można było zmusić do przyjęcia tej godności. Nie mógł jednak uniknąć ostatecznej decyzji papieża, bo kiedy gorąco prosił i wskazywał, że się do tego nie nadaje, Apostolski Ojciec odpowiedział: "Nie szukaj pretekstów, synu, bo nie wypada ci kłamać. Przypomnij sobie powiedzenie: Bałwochwalstwem jest słuchać samego siebie, a uległym nie chce być fałszywy prorok..." "
"Nie wstydził się, zwyczajem prostych zakonników, nosić chłopskiego obuwia, tak że od własnego ludu otrzymał przydomek: "biskup w buciorach"."
"Wielu z jego otoczenia z trudem znosiło jego święte i pokorne życie, tak było sprzeczne z ich przyzwyczajeniami. Zaczęli więc go potwarzać i krzywdząco obmawiać."
"Zgodził się na to Klemens IV, następca Urbana, i Albert jakoby z napiętego łuku zeskoczył ze swego biskupstwa i spiesznie wrócił do ubóstwa i pokory swojego zakonu.
Piękne świadectwo na ten temat złożył w swojej kronice brat Bernard de Castris: "Brat Albert został zmuszony do przyjęcia biskupstwa w Ratyzbonie, ale rychło rzucił je, tak jakby było ono parzącym ręce rozżarzonym węglem, i wrócił do ubóstwa swojego zakonu"."
"Ostatni wykład mistrza Alberta
Sławny ojciec Albert, już przygnieciony starością, prowadził swoje zwykłe wykłady w klasztorze w Kolonii i miał bardzo wielu słuchaczy.
Pewnego razu, kiedy badał i przytaczał jakieś uzasadnienia, zaczęła go zawodzić pamięć. Chwilę pomilczał, wreszcie ku zdumieniu wszystkich, wzmocniony Duchem Świętym, tak się odezwał:
"Powiem wam, moi drodzy, coś nowego i starego zarazem. Kiedy w swej młodości miałem już pierwsze osiągnięcia w nauce, za wezwaniem Chwalebnej Dziewicy, prowadzony przez Ducha Świętego, wstąpiłem do Zakonu Kaznodziejskiego.
Chwalebna Dziewica napomniała mnie, abym się wiernie przykładał do studiów; toteż w miarę sił starałem się zarówno dobrze studiować, jak dobrze się modlić. Czego zaś nie mogłem poznać z książek, często osiągałem to w czasie modlitwy. Kiedyś gorąco modliłem się do naszej Pani i serdecznie Ją błagałem, aby oświeciła mnie światłem Bożej mądrości oraz umocniła moje serce w wierze i zachowała je nienaruszonym, abym zajmując się filozofią nigdy nie odstąpił od prawdziwej wiary. Ona wysłuchała mnie i tak mnie pocieszyła: Albercie, czuj się bezpiecznie i nie opuszczaj się w cnotach ani w nauce, gdyż Bóg twą wiedzę zachowa od błędu, tak aby przyczyniała się dla dobra Kościoła.
Abyś zaś nigdy nie zachwiał się w wierze, oto pod koniec twych dni zapomnisz o kłamstwach i sofistycznych sztuczkach filozofów, a twoja wiara katolicka stanie się niewinna i czysta jak u dziecka. Potem zaś powędrujesz do Pana. Znakiem zaś, że to na ciebie przyjdzie, będzie to, iż utrata pamięci spotka cię na publicznym wykładzie. Teraz więc, bracia moi, wiem i poznaję po tym, co się przed chwilą stało, że nadchodzi mój czas i zbliża się kres mojego życia.
Dlatego wyznaję przed wami publicznie i stanowczo, że wierzę we wszystkie i poszczególne artykuły wiary chrześcijańskiej, oraz pobożnie proszę, aby w odpowiednim czasie udzielono mi kościelnych sakramentów. Jeśli zaś zdarzyło mi się powiedzieć lub napisać coś przeciwnego wierze katolickiej, odmawiam temu wszelkiej wagi i znaczenia". Po czym zakończył wykład i płacząc oraz żegnając się rzewnie ze wszystkimi, zstąpił z katedry.
Odtąd cała wiedza filozoficzna zniknęła z jego pamięci, pamiętał zaś nadal tekst Biblii oraz mądrość Bożą."
Źródło:
https://archive.is/KPl8W#selection-779.0-1054.0 ===
https://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/11-15a ===
Dodatek:
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/%C5%9Aw ... o_Rzymskie 