|
Strona 1 z 1
|
[ Posty: 5 ] |
|
Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
| Autor |
Wiadomość |
|
zb1024
Dyskutant
Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm Posty: 321 Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
|
 Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
Witam forumowiczów. Krótkie streszczenie, jeśli komuś nie chce się czytać szczegółów  : Miałem duże problemy z nieczystością (masturbacją). Chodziłem do kościoła, ale nie do komunii. Przypadkiem wpadłem na komentarz na fejsie o Patrycji Hurlak "Nawiedzona wiedźma". Postanowiłem zebrać się w sobie i wyspowiadać się tych grzechów. Ale nie trwało to długo. Potem 13 maja 2017 (100 rocznica objawień MB w Fatimie) obejrzałem film "13 dzień", przeczytałem książkę o objawieniach MB od I do XX wieku i dzieła Ludwika de Monfort, ks. Gobbi, Katarzyny Emmerich i Marii z Agredy, zacząłem się nawracać. Stwierdziłem, że nie chcę zadawać więcej bólu i cierpienia Mojej Mamie Niebieskiej, chcę ją kochać z całych sił a przede wszystkim zobaczyć, wielbić i oddać się pod jej opiekę, bo tylko Ona może mnie doprowadzić do Swojego Syna. Skutek jest taki, że codziennie odmawiam różaniec, tak jak prosi o to MB, spowiadam się co kilka tyg. i kiedy mogę przyjmuję Pana Jezusa, kiedyś było mi to obojętne czy Go przyjmę czy nie, a teraz smucę się, gdy nie mogę iść do komunii, walczę mam nadzieję skutecznie z nieczystością tak jak mogę i tak jak siły mi na to pozwalają. Chciałbym się podzielić z Wami moim świadectwem nawrócenia i miłości do Maryi, a przez Nią do Pana. Jakieś przed 2, 3 laty tkwiłem w grzechu nieczystości, pornografii (masturbacji) byłem wręcz uzależniony, lenistwa i zaniedbywania obowiązków sakramentalnych. Oczywiście wierzyłem w Pana Boga. Ten stan trwał ładny okres czasu. Chodziłem co jakichś czas do kościoła, oczywiście bez spowiedzi, wstydziłem się tego grzechu i powiem szczerze nie przeszkadzało mi to, że siedzę w ławce w kościele, a inni idą po Pana Jezusa. Nie miałem takiej "wewnętrznej potrzeby". Z czasem zacząłem myśleć, że ten stan jednak za długo trwa i być może przez to nie mogę znaleźć drugiej połówki. Towarzyski raczej nie jestem. Nie jest to raczej opowieść o tym, że szczęśliwie ją znalazłem, ale teraz mi to nie doskwiera. Aż wreszcie natknąłem się na facebooku na komentarz z filmem o nawróconej wiedźmie Patrycji Hurlak. Powiem szczerze, że okoliczności pojawienia się tego komentarza są trochę dla mnie zaskakujące. Interesuję się ścisłymi naukami, matematyką, fizyką, geografią. Na fejsie należę do drupy "Meteorologia..." i tam w którymś (choć teraz nie mam pewności) poście był komentarz z linkiem do filmu "Nawrócona wiedźma". Nie dowiedziałem się w jakich dokładnie okolicznościach pojawił się ten komentarz, bo było za późno, ale mniejsza o to. Zajrzałem z czystej ciekawości. Co to wiedźma w tych czasach? Obejrzałem kilka minut. Poznałem historię nawrócenia tej aktorki. I wtedy zacząłem się zmieniać. Dodam jeszcze, że powoli zaczęło do mnie docierać, że ta nieczystość do niczego nie prowadzi i może przez to nie mogę znaleźć drugiej połówki, bardzo mi to przeszkadzało. I przy okazji poznania tej aktorki postanowiłem w końcu coś z tym zrobić i wyspowiadałem się z tych grzechów, ciężko było, ale pokonałem wstyd. Przestałem tak często grzeszyć, ale nie na długo. Parę razy poszedłem do kościoła i nawet do komunii. Ale potem znowu przestałem. Trwało to może 1,5, 2 lata. W tym roku dopiero się zaczęło. Na 100 rocznicę objawień fatimskich 13 maja obejrzałem w tv film "13 dzień". Zainteresowały mnie objawienia Matki Bożej. Chwila. Przecież te objawienia to nie są jakieś wymysły chorych ludzi. Zagłębiłem się w to. Wcześniej wiedziałem, że są jakieś objawienia, o Fatimie, ale w sobie spychałem to gdzieś na dalszy plan, nie byłem jeszcze taki wrażliwy na takie sprawy. Po tym 13 maja, może w czerwcu pojechałem do wuja i tam siedząc u niego przy stole zauważyłem, że ma na półce książkę "Księga objawień maryjnych od I do XX wieku". Zaciekawiła mnie, zacząłem przeglądać, ale wuja wiedząc, że interesowałem się ścisłymi naukami podsuwał mi inną książkę z zagadkami i łamigłówkami IQ mówiąc, że jest lepsza. Jednak ku mojemu zdziwieniu, wybrałem tę o objawieniach, już wtedy moja wrażliwość zaczęła rosnąć, a po drugie zdziwiłem się, że było tyle objawień na świecie. Pożyczyłem ją i zacząłem czytać w domu. Kiedy wyczytałem z niej jak Matka Boża mówi w objawieniach o tym jak Ją i Jej Syna mocno boli to, że ludzie tak grzeszą, i przez to ja również przyczyniam się do tego bólu to mnie ścięło z nóg. Czytając dalej dowiedziałem się jak z powodu tych grzechów, na całym świecie płaczą krwawymi łzami figurki Maryi. Wcześniej nie wiedziałem o tym w takim stopniu lub było mi to obojętne, nad czym teraz mocno ubolewam. Dodatkowo w internecie natknąłem się na wystąpienia ks. Piotra Glasa i ks. Dominika Chmielewskiego na Forum Charyzmatycznym w 2017 roku, poszukałem w necie książki o których oni mówili, "Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Matki Bożej" Ludwika de Montfort, bł. Katarzyny Emmerich "Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi", ks. Steffano Gobbi "Do kapłanów umiłowanych Matki Bożej", czy Maria z Agredy "Mistyczne Miasto Boże". Teraz czytam tę ostatnią. Zabolało mnie mocno zdanie, które ks. Glas przytoczył z egzorcyzmu, podczas którego szatan mówi, że to my ludzie pomogliśmy mu wbić w to serce (Maryi) milardy kolców. Po tym wszystkim powiedziałem stop, muszę z tym skończyć, z takim nędznym życiem, którym tylko zabijam serce Maryi a przez Nie serce Jezusa. Jak to powiedziała aktorka Patrycja Hurlak, tamte ciemne lata są "dla mnie przegrane". Postanowiłem zrobić porządny rachunek sumienia, wypisać sobie wszystkie grzechy jakie udało mi się przypomnieć, wraz z tym najważniejszym, nieczystością. I jeśli ma się to udać, to muszę przezwyciężyć wstyd, strach. I wyspowiadałem się. Ta moja przemiana, a raczej jej druga faza, ta głębsza, wynika w głównej mierze z tego, że uświadomiłem sobie, że Matka Boża to nie jest jakaś Bozia, siedząca gdzieś daleko w Niebie i patrzy na świat. A jest to raczej realna osoba, która objawia się ludziom, czy to sama, czy ze swoim Synem i, które to objawienia w niektórych przypadkach są potwierdzone i uznane przez Kościół. Tak więc dotarło do mnie, że grzesząc tak pysznie, sprawiałem sobie tyle ziemskiej, fizycznej przyjemności, a jednocześnie tyle bólu Matce Bożej, mojej Niebieskiej Mamie i Panu Jezusowi. Ładnie pisze św. Ludwik de Montfort, Maryja jest jedyną drogą do Jezusa, ona jako nasza Mama chce każde swoje dziecko poprowadzić do Nieba, do Swojego Syna, ustrzec przed śmiercią duchową. Maria z Agredy, jej dzieło to wprost "jazda bez trzymanki". Czytam z głębokim podziwem. Z tych wszystkich książek dowiedziałem się że:
1. Maryja naprawdę jest moją i wszystkich ludzi Mamą Niebieską i swoje dzieci kocha z całej siły i z całą swoją miłością. 2. Maryja pragnie wszystkie swoje dzieci otoczyć opieką i uchronić je przed śmiercią. 3. Maryja zrobi wszystko, żeby Plan Boży zakładający zbawienie wszystkich dzieci na ziemi się wypełnił w całości. 4. Ona jest pośredniczką w drodze do Jezusa, jest mostem łączącym nas z Nim. I abyśmy mogli siebie zbawić, musimy mieć szczególne nabożeństwo do Jego i naszej Matki. Innej drogi, tak pewnej nie ma. 5. Maryja daje Nam ku temu nauki i narzędzia: różaniec - potężna broń przeciwko złu, Mama ciągle w objawieniach prosi o odmawianie go, obiecuje wielkie łaski i opiekę dla każdego kto będzie go odmawiał jak również nie będzie grzeszył i się nawróci, tych obietnic jest w sumie 15, inne modlitwy, nabożeństwo 5 sobót, jak pisze św. Ludwik i ks. Gobbi całkowite oddanie się Matce Bożej poprzez akty oddania się i zawierzenia swojego życia i wszystkich swoich dóbr materialnych jak również niematerialnych (jak choćby wartości dobrych uczynków) Jej opiece. Wtedy Ona zacznie kierować naszym życiem. Ważne jest, aby każde cierpienie, które nas dotyka, znosić w ciszy i przyjmować z chęcią (jak pisze Maria z Agredy), oddawać w duchu Matce Bożej. Ona będzie wiedziała co z nim dalej zrobić.Na koniec muszę dodać, że proces nawracania się to długi proces, tak jest w moim przypadku. Bo ciężko jest się uwolnić od złych nawyków i uzależnień. Nieraz jeszcze upadnę, ale staram się jak mogę, aby te upadki zdarzały się coraz rzadziej. Spowiadam się co 2, 3 tyg. aby w miarę możliwości nie tracić na dłuższe okresy łaski uświęcającej. Oczywiście mam tez problemy z tym, czy popełniłem jakichś grzech, z jego wagą, jak wielu ludi, ale modlę się na różańcu do Mamusi o łaskę rozpoznania grzechów. Namówiłem też do różańca niektórych członków mojej rodziny. To co ludzie wypisują, co dzieje się podczas odmawiania różańca to jest prawda. Przysypianie, odciąganie uwagi, nagła chrypka i inne sztuczki Złego. Lubię jeździć na rowerze i pomyślałem, że może mógłbym się modlić zdrowaśkami podczas jazdy, po co tracić czas, i wtedy zdarzały się jakieś dziwne sytuacje na drodze, a to widziałem jak kierowca na moich oczach najechał gołębia spacerującego po asfalcie, po nie długim okresie znowu jakieś dziwne zdarzenie, zbliżałem się do skrzyżowania w kształcie T i akurat na skrzyżowaniu od prawej strony ktoś wyprzedzał ciągnik tak, że jechał lewym pasem i mocno się przestraszyłem, tak że miałem wtedy takie wrażenie, że ktoś chce mi obrzydzić jazdę na rowerze, abym nie mógł jej wykorzystywać do modlitwy (tak to odebrałem). Nasza Mama w dziele Marii z Agredy mówi, abyśmy ją naśladowali w pokorze i w innych cnotach. Przyznam, że nie jest to łatwe, ponieważ Ona jest mistrzynią niepokonaną w tym co robiła i jak się zachowywała, ale będę się modlił do Niej, bo jest moją ukochaną Mamusią i wiem, że mnie nie opuści. Nie chcę jej sprawiać więcej bólu (bo widzę, że za dużo wycierpiała przeze mnie) i mam ogromną nadzieję spotkać się z Nią kiedyś i zobaczyć ją. Mama nadzieję, że Was nie zanudziłem.
_________________ Miłuj Boga i bliźniego
|
| Pn wrz 25, 2017 12:58 am |
|
 |
|
Sanata
Zagadywacz
Dołączył(a): Cz maja 23, 2019 4:55 pm Posty: 136
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
|
 Re: Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
Podoba mi sie to co napisales o Maryi, tez Ja bardzo kocham. Maryja najlepsza Mama 
|
| Cz maja 23, 2019 10:41 pm |
|
 |
|
zb1024
Dyskutant
Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm Posty: 321 Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
|
 Re: Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
Zazdrość to grzech, ale ile bym dał aby Ją zobaczyć przez ułamek sekundy. Zazdroszczę tym, którzy mają możliwość Jej widzenia. Z drugiej strony: Błogosławieni, którzy uwierzyli, a nie widzieli. Mówi się w internecie na filmach, że kto Ją ujrzał, to dla tego człowieka zmienia się postrzeganie świata. Maryja musi być piękna, jak to mówi ks. Dominik Chmielewski "Najpiękniejsza dziewczyna wszechświata". 
_________________ Miłuj Boga i bliźniego
|
| N maja 26, 2019 10:26 pm |
|
 |
|
zb1024
Dyskutant
Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm Posty: 321 Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
|
 Re: Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
Witam forumowiczów  . Ciągle jestem na drodze ku duchowemu doskonaleniu duszy i chciałem (poczułem przynaglenie) się podzielić z Wami dzisiejszą sytuacją, która mnie dotknęła, a raczej mojej duszy podczas modlitwy różańcowej na mszy świętej. Jest to niewątpliwie kolejna nauka naszej Niebieskiej Mamy w temacie modlitwy  . Przez ostatnie może ~2 lata nawrócenia i modlenia się na różańcu, tak naprawdę jeszcze nie wiedziałem co to znaczy modlić się kontemplacyjnie. Prosiłem Maryję i Pana Jezusa o to, aby moja modlitwa była gorliwa. I jak widać dostałem pomoc z Nieba z czego się niezmiernie cieszę  . Zawsze gdy się modliłem różańcem, po zapowiedzi tajemnicy, podczas "Zdrowaś..." myślałem o tej tajemnicy, albo powtarzałem tytuł tajemnicy, albo wyobrażałem sobie obrazy z nią związane. Ale jednak czułem, że to nie jest to. Widziałem film "Pasja" i oglądam, ale nawet to mnie nie zmuszało do głębszej refleksji nad męką Pana Jezusa podczas modlitw. Oczywiście nie znaczy to, że moje serce jest obojętne na to, co zrobił Nasz Zbawiciel, aby nas zbawić. W tym tygodniu przeczytałem w necie opis śmierci Pana Jezusa, taki ze szczegółami i to się przyczyniło do tego, abym bardziej i głębiej rozważał mękę Jezusa. Przełom nastąpił podczas mszy św., a mianowicie podczas ostatniej tajemnicy bolesnej różańca. Zacząłem właśnie głębiej rozmyślać o śmierci i cierpieniu Pana Jezusa na krzyżu. Docierało do mnie, że Jezus cierpiał niewiarygodne męki za mnie, za nas, aby nas zbawić. A ja co? Miernota taka, pył, nie mogę wycierpieć o wiele mniejszych trudów życia, sytuacji. Nie mogę przyjąć błahych problemów "na klatę" z miłością, spokojem, akceptacją, pokorą i ufnością, że to jest dla uzdrowienia mojej duszy; nie ciała. Poczułem wielką niewdzięczność wobec Pana. Wobec Jego niewysłowionej Miłości do mnie. Chciałem z całych sił Go przeprosić, za to, że jestem taki niewdzięczny i prosić o przebaczenie. Wszystko podczas tej ostatniej tajemnicy. I przyszedł pokój. Taki piękny, miły pokój w duszy. Dawno czegoś takiego nie czułem. Są to rzadkie sytuacje.  Tak jakbym zawiesił się w czasie. Często jest tak, że podczas różańca rozprasza się człowiek, oczy latają na boki. A tu w tej jednej dziesiątce takie ukojenie, uspokojenie, zanurzenie się w tym pokoju. Wierzę, że Matka Boża pomoże mi w dalszej nauce. Będę Ją o to prosił. Wierzę, że to jest ta forma modlitwy sercem. Prawdziwe rozważanie tajemnic, nie wyobrażanie sobie obrazów, myślenie, powtarzanie treści tajemnicy. Szczere upokorzenie się przed Bogiem. Przecież Jezus wycierpiał dla nas tyle bólu. Przecież bez jakiegokolwiek sprzeciwu oddał swoje życie. A my? Drodzy forumowicze, życzę Wam, jak i sobie, abyśmy mieli w swoich sercach pamięć o świętej męce Pana Jezusa. Nie zapominajcie o tym. Myślcie ciągle o tym, ile jesteśmy Mu wdzięczni. Jeśli przyjdzie trud, cierpienie, natychmiast wracajcie pamięcią do męki Jezusa. Niech Maryja nas prowadzi. Z Bogiem  PS. Szatan nigdy nie śpi. O mały włos, a stracił bym tego posta bezpowrotnie przed dodaniem i musiałbym pisać go ponownie. Dobrze, że skopiowałem.  Chwała Panu. 
_________________ Miłuj Boga i bliźniego
|
| Pt paź 11, 2019 7:45 pm |
|
 |
|
zb1024
Dyskutant
Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm Posty: 321 Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
|
 Re: Zaprowadź mnie Mamusiu do Swojego Syna
Witam w roku 2025, raczej w końcówce. Widzę, że w tym dziale niewiele się ostanimi miesiącami, jeśli nie latami dzieje. Chciałbym opowiedzieć co nie co o moim dążeniu do świętości w ostatnich kilku latach i doświadczeniach z tym związanych. Po krótce lata 2018-2024 wyglądały podobnie: spowiedź św, walka z pokusami i wytrwanie w czystości jak najdłużej, modlitwa, przynajmniej co niedzielna i w święta Eucharystia. Rekord w czystości to 65 dni, jak do tej pory nie pobity  . I tak w kółko. Podczas tego czasu, przyglądałem się procesowi, który nieuchronnie prowadził do następnego upadku. Zauważyłem, że z biegiem czasu, im moje zaangażowanie w modlitwę maleje tym bardziej skręcam w złą stronę i im bardziej, jestem po "złej stronie", tym więcej pozwalałem sobie na opuszczanie modlitwy. Porównałbym to do wpadnięcia w bagno. Im dłużej w nim jesteśmy i nic nie robimy, tym bardziej się w nim zatapiamy, co skutkuje tym, że aby z niego wyjść musimy wydatkować więcej energii i siły niż na początku. Po opuszczeniu powiedzmy jednego dnia modlitwy, kolejny raz opuszczenia już przychodził łatwiej. I to się kumuluje, tak, że w końcu w ogóle się przestawałem modlić. Ucieka wtedy nawet jakby to powiedzieć "pociąg" do moditwy, wszelka chęć. Kiedy się nie modliłem, nie czułem, że czegoś mi brakuje. Modlitwa przestawała być "pokarmem" dla mojej duszy. Gdy modlitwa słabnie, słabnie nasza wiara i połączenie z Bogiem. Zaczynamy pozwalać sobie na więcej udziału "zła" w naszym życiu. Najpierw "niby" przypadkowe, (choć takie się przecież zdarzają) spojrzenia na "nieodpowiednie obrazy", potem już pełną premedytacją ich poszukiwanie. To idzie małymi krokami. W końcu jesteśmy w tym "bagnie" tak głęboko, że dajemy złu pełne przywolenie na wtargnięcie w naszą duszę. I tak jesteśmy na równi pochyłej do upadku. A po nim? Czuję obrzydzenie do siebie, wyliczanie sobie, co on mi dał, co mi to daje i po co to robię itp. Następnie wołanie o pomoc. I co. Pomoc przychodzi? Ano ja myślę, że przychodzi. Każdemu człowiekowi Bóg oferuje inną pomoc. W moim przypadku z tego, co obserwuję i myślę, że to On działa, wygląda to tak, że Bóg przez swoje działania chce pokazać mi "czyste piękno", abym się w nim zakochał a przez to zerwał z "pięknem fizycznym, doznaniowym, emocjonalnym", mówiąc wprost "chemicznym" i zarazem ulotnym, jak wyparowanie kropli wody w powietrzu. Jak to robi? Po prostu. Jako, że jestem singlem, do tego nieśmałym w stosunku do kobiet, a szanse na poznanie kogoś oceniam na małe, o czym Mu często mówiłem, pokazał mi "piękność" jak dla mnie wystarczająco piękną, abym się w niej zakochał. Mówię tu o realnej aktorce, kobiecie z krwi i kości, chodzącej po naszej ziemi, hehe, co może wydawać się dziwne co dla niekórych, ale ja widzę, że to działa i ma to jakiś swój sens w moim przypadku. Przynajmniej realna pomoc dla mnie na tym etapie życia. Co ona robi, ta aktorka? Nic. Wystarczy, że jest, a ja się w niej "zabujałem" że tak powiem po uszy, w taki sposób, że gdy o niej myślę i ją widzę, to dzieje się coś takiego, że to "piękno nieczyste", czysto fizyczne przestaje mieć dla mnie jakikolwiek sens, blednie całkowicie i przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w starciu z pięknem, właśnie jak to piękno nazwać. Piękno miłości do drugiej osoby? W ogóle "miłość" przez duże "M"? To jest tak silne odczucie, że mimo, że ta osoba jest dla mnie najpiękniejsza na świecie, to wszelkie jakieś nieczyste myśli o niej, nawet nie nieczyste, jakieś wyobrażenia czerpania fizycznej przyjemności z przebywania z nią, mówię tu o dotyku, trzymanie za ręce, pocałunek, nikną, stają w jednej chwili niczym wartościowym. Wartością wtedy jest dla mnie tylko to piękno związane z jej oczami, twarzą. Kiedy o niej myślę, nieczyste myśli nie mają wtedy miejsca w mojej głowie, bo nie mają mieć prawa być w mojej głowie. Tak to czuję. Czasami dziękuję Bogu, że mi ją pokazał, bo widzę, że to w realny sposób działa na mnie. Działa w taki sposób, że nie chcę patrzeć na przyjemności ciała, bo tak jak mówiłem, tracą one kompletnie wszelki sens dla mnie, gdy patrzę na tą aktorkę, myślę o niej, wraca wtedy ta siła, która niszczy nieczyste myśli i to dosłownie. Cały czas mam w głowie oczywiście to, i nie zapominam o tym, że Matka Boża jest nieporównywalnie piękniejsza od tej aktorki  i gdybym Ją zobaczył to bym chyba ześwirował hehe. Innym rodzajem pomocy dla mnie (tak myślę), choć w mniejszym stopniu, ale jest, to jest muzyka, która mi się podoba, bo gdy słucham ulubionej muzyki i do tego widzę tą "moją" aktorkę to ten efekt się jeszcze wzmaga. Mówię tu cały czas o efekcie przekierowywania myśli z toru "nieczystych" w trudnych chwilach walki, ku tym wyższym, wznioślejszym. Ten rok, 2025, jest jak dotąd w mojej ocenie "najsłabszym" w dążeniu do wzrastaniu w wierze i w świętości. Około połowy roku opuszczonych mszy, 7 miesięcy od spowiedzi, dużo upadków, brak modlitwy i tak to sobie trwa. Przychodzi kolejna pomoc. 14 listopad 2025. Noc. I, piękny sen. Nie będę tu opowiadał o czym, ale wydźwięk tego wydarzenia jest taki, że nawet za dnia po przebudzeniu z tego snu, czułem się "dobrze". Był to przyjemny sen, zwracający uwagę na "wyższe piękno/wartości" z przebywania z drugą osobą, ukochaną osobą, bez jakichkolwiek przyjeności cielesnych. Powiem, że ten sen, "zrobił mi dzień". Oprócz tego, z kilka lat temu, na modlitwie różańcowej, chyba raz, doznałem uczucia jakby "błogości", kompletne odprężenie, jakby wszelkie problemy w głowie znikły, wszelkie troski. Innej pomocy ze strony Pana Jezusa doświadczyłem w miejscu pracy, kiedy mi coś nie szło, poprosiłem Pana o pomoc słowami "Jezu pomóż mi", i zadania nagle stawały się łatwiejsze do wykonania. I teraz jak to czytam, pomimo tych wydarzeń, widzę, że moja wiara nie jest za zbyt duża, jeśli można to tak określić, bo zdarzają się te upadki w to "bagno", zbyt często. Zastanawiam, się dlaczego tak trudno mi jeszcze uwierzyć. Uwierzyć w Boga. Że On rzeczywiście jest. Czasami nachodzą mnie wątpliwości, czy On naprawdę istnieje. Są takie chwile zwątpnienia, ale przecież, te wydarzenia które obserwuję i postrzegam jako pomocne dla mnie w pewnym stopniu, powinny mnie bardziej zbliżać ku myśli, że to nie jest jakiś zbieg okoliczności i czysty przypadek. W obecnej chwili, mam pragnienie wyspowiadania się, jeszcze w tym roku i w końcu powrotu do Pana Boga, ale z większą wiarą, bo widzę, że to do niczego nie prowadzi. Ale widzę, też przez to, że im bardziej się zbliżasz do Pana Boga, tym Zły mocniej atakuje i się wścieka. Mam nadzieję, że dzieląc się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami mogłem jakoś pomóc osobom, które również kroczą trudną drogą nawracania się do Pana Boga. Z Bogiem. Marcin.
_________________ Miłuj Boga i bliźniego
|
| So lis 15, 2025 4:42 am |
|
|
|
Strona 1 z 1
|
[ Posty: 5 ] |
|
Kto przegląda forum |
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości |
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów
|
|